sobota, 5 lipca 2014

[005] Poznajcie Vicky cz.2

Gdy wampirzyca wbiła wzrok w dziewczynę jej oczy były już zmienione. Głęboki błękit zniknął. Źrenice rozszerzyły się do granic tęczówek, a białka zabłysły przerażającym szkarłatem.
- To twój ostatni głupi ruch – wychrypiała czarnowłosa głosem, od którego włos się jeżył.
Już chciała zaatakować. Odsłoniła długie, białe, ostro zakończone zęby. Lecz wtedy doskoczył do niej Diesel. Przycisnął ją do ściany, co było dla niego sporym wysiłkiem, gdyż wampirzyca była zdecydowanie silniejsza.
- Zabierz ich stąd – zawołał do Lilly. – Jace, ty zablokujesz wejście!
Blondynka nie czekając skinęła głową na Przyziemnych i popędziła do drzwi. Przepuściła ich w progu, w momencie gdy Rovena gwałtownie odrzuciła w tył Diesela i rzuciła się w kierunku wejścia. W ostatniej chwili Lilly zatrzasnęła drzwi i oparła się o nie plecami, oddychając z ulgą.
- To nie było mądre zagranie – powiedziała do Clary. – Musimy stąd iść. Chwilowo nie jest tu bezpiecznie.
- Właściwie – Clary przełknęła ślinę – to co się stało? Co się dzieje z Roveną? – Była roztrzęsiona tym co wywołała swoim jednym impulsywnym ruchem.
- Wyjaśnię wam to – powiedział wampirzyca. – Ale nie tutaj. Chodźmy gdzieś, gdzie będziemy mogli spokojnie porozmawiać.

Jak tylko za Lilly zamknęły się drzwi, Jace doskoczył do nich, by zablokować możliwość wchodzenia i wychodzenia z Instytutu. Niestety w tym samym momencie do wejścia rzuciła się także Rovena. Kiedy próbował powstrzymać ją od wydostania się na zewnątrz, uderzyła go w ramię, zarówno rozdzierając na strzępy rękaw szarego T-shirta jak i pozostawiając rozcięcie na skórze. Wtedy od tyłu pochwycił ją Diesel, odciągając od rannego Łowcy.
Jace miał ostatnią szansę na zablokowanie drzwi. Mimo piekącego bólu w prawym ramieniu sięgnął za pas skórzanych spodni i wyciągnął swoją stelę. Odnalazł odpowiednie miejsce na wrotach wejściowych i przejechał jej świecącym końcem po wyrytym w drewnie znaku, czymś co przypominało przekreślony kwadrat z zaokrąglonymi rogami. Udało się. Teraz musieli tylko wytrzymać, zamknięci z Vicky i nie dać się zabić.

- Zdaje się, że już tu byliście – stwierdziła Lilly, wprowadzając Przyziemnych do „Tańczącej Charybdy”. – Jeśli nie macie nic przeciwko napiłabym się kawy.
Usiedli przy małym stoliku, gdzieś w kącie, by móc spokojnie porozmawiać i wyjaśnić kilka kwestii. Zaraz podeszła do nich jedna ze znudzonych nimf kelnerek, a wampirzyca zamówiła upragnioną kawę. Ani Mack, ani Clary nie chcieli nic. Czekali tylko aż blondynka zacznie mówić. Potrwało to jeszcze parę minut. Lilly rozglądała się nerwowo po knajpie, sprawdzając czy aby na pewno nikt nie podsłuchuje, a pozostali klienci siedzą wystarczająco daleko. W końcu Clary nie wytrzymała napiętego oczekiwania.
- To co to za historia? – spytała nieśmiało. – Dlaczego Rovena tak się zachowuje?
- To już nie Rovena – westchnęła blondynka. - To Vicky. – Widząc nierozumne spojrzenia Przyziemnych, zabrała się do wyjaśniania. – Kiedy Rovena się wścieka to przemienia się. Wychodzi z niej jej alter-ego. Vicky. I przejmuje nad nią kontrole. Traci swoją wolę, zdrowy rozsądek. Atakuje wszystkich, którzy staną jej na drodze. A co gorsza nikt nie jest w stanie jej powstrzymać i uspokoić, dopóki nie...zaspokoi pragnienia. Kiedy jej głód krwi i żądza śmierci mija, wraca do siebie.
- Każdy wampir tak ma? – wtrąciła się Clary.
- Nie, to tylko jej przypadłość. – Blondynka zamilkła, gdy nimfa przyniosła jej filiżankę mocnej, gorącej kawy. Wampirzyca podziękowała, upiła duży łyk i gdy wiedziała, że kelnerka odeszła już wystarczająco daleko mogła kontynuować temat. – Znamy się zaledwie od pięciu lat, bo mniej więcej tyle też minęło od mojej przemiany. Dlatego nie wiem jak to było przed Vicky...
- To znaczy, że nie miała tego od zawsze? – odezwał się Mack.
- Nie powinnam wam tyle o tym mówić – stwierdziła Lilly. – Jak Rovena się dowie to wyrwie mi serce i spali moje zwłoki. Ale nie, nie miała tego od zawsze.
Blondynka westchnęła, jakby walcząc sama ze sobą, czy drążyć temat, czy zgrabnie go zmienić. Ostatecznie zaciekawione spojrzenia towarzyszy zmusiły ją, by pociągnąć tę historię. Upiła kolejny łyk.
- Diesel opowiadał mi, że to stało się jakieś dwieście lat temu. Krążyli wtedy po Europie. Akurat zatrzymali się gdzieś w Skandynawii. Jednego wieczora zrobili wypad na miasto, na polowanie. Jednak mieli pecha. Wtedy na „cywilizowanym kontynencie” panowała plaga amatorskich polowań na wampiry, lecz na terenach skandynawskich ludzie interesowali się tym nieco bardziej. I tak grupa znanych w okolicy łowców wampirów natknęła się na Diesela i Rovenę. Zaskoczyli ich. Mieli werbenę, kołki, sztylety. Wszystko czego potrzebowali do obezwładnienia wampirów. I tak zaatakowali ich, kiedy Rovena i Diesel spokojnie pożywiali się jakimiś niewinnymi dziewczętami. Ona była dużo silniejsza, więc próbowała bronić przyjaciela. Lecz coś się stało. Łowcy mieli po swojej stronie czarownicę. Tak więc poranili Diesela i zostawili go nieprzytomnego na polanie, w lesie, z dala od miasta. Liczyli na to, że gdy nadejdzie wschód spali się żywcem. Nie wiedzieli o talizmanach. Zaś Rovenę...zabrali ze sobą.
Przerwała, by złapać oddech i napić się kawy. Clary i Mack przyglądali jej się zaciekawieni, z napięciem wyczekując na dalszą część historii. Wbrew pozorom opowiadanie o tych zdarzeniach sporo kosztowało blondynkę. Wciąż czuła niepewność co do zaufania Przyziemnym i nie była pewna, czy jej przyjaciółka chciałaby, żeby komukolwiek opowiadała o tej sytuacji. Jednak było już za późno w tej kwestii, klamka zapadła.
- Gdy Diesel się ocknął – kontynuowała – nie miał pojęcia co się z nią stało. Szukał jej tydzień. I w końcu ją znalazł. Nie bez problemów. Zamknęli ją w jakimś podziemnym lochu, gdzie jeden z tych fanatyków istot nadprzyrodzonych przeprowadzał na niej eksperymenty. Żeby ją stamtąd wyciągnąć, Diesel potrzebował wsparcia. Sprowadził kilkoro zaprzyjaźnionych wampirów. I odbili ją, przy okazji rujnując całe badawcze podziemie. – Uśmiechnęła się pod nosem. – Tyle, że Rovena była nieprzytomna. Od momentu gdy ją znalazł, aż jeszcze przez kolejne dwa tygodnie odkąd ją stamtąd zabrali. A kiedy się wreszcie ocknęła poprzysięgła sobie, że nigdy więcej nie doprowadzi już do takiej sytuacji. Że już nigdy nie będzie słabsza. Lecz nie tylko to się w niej zmieniło. Od ucieczki z lochów w jej życiu zagościła Vicky.
Koniec, miała ochotę powiedzieć, jak gdyby skończyła opowiadać dzieciom bajkę na dobranoc. Zamiast tego zwyczajnie zamilkła dając swoim słuchaczom do zrozumienia, że oto już wyjawiła im całą historię. Potem wypiła ostatni łyk kawy. Zanim któreś z Przyziemnych zdążyło się odezwać, zabrzmiał dzwonek telefony wampirzycy. Wyjęła komórkę z kieszeni. SMS od Diesela.
Sytuacja opanowana, ale potrzebne nowe zapasy.
Westchnęła. Skąd ma teraz niby wziąć zapas świeżej krwi? Oznajmiła towarzyszom, że czas się zbierać i poszła zapłacić za kawę. Wtedy też Clary postanowiła wykorzystać sytuację i będąc sam na sam z Mackiem wyjaśnić parę kwestii.
- Przepraszam za mój dzisiejszy wybuch – zaczęła. – Nie chciałam, żeby to się tak skończyło. Jednak uważam, że ty też zachowujesz się nie fair w stosunku do mnie. Prawda, że nie powinnam wszczynać kłótni, która tyczy się wyłącznie nas przy nich wszystkich, ale po wczorajszym jestem chodzącym kłębkiem nerwów.
- Rozumiem – odparł Mack. – Przepraszam. Masz rację. Zaniedbywałem cię i nie byłem przy tobie, gdy tego potrzebowałaś. Ja też jestem skołowany przez to co się ostatnio dzieje, ale to mnie nie usprawiedliwia. Ale wiedz, że nigdy nie chciałem cię zranić. Jesteś dla mnie ważna.
- Wiem, ty dla mnie też. – Wzięła głęboki wdech. - Jednak myślę, że nie powinniśmy już dłużej być razem. Tak będzie lepiej dla nas obojga. Na pewno wciąż będziemy sobie bliscy, ale nigdy nie będziemy ze sobą szczęśliwi jako para.
Pokiwał głową. Urwali temat, bo właśnie wróciła Lilly i kazała im się zbierać. W głębi duszy wiedział, że Clary miała rację. Już od jakiegoś czasu czuł, że takie relacje nie są im pisane. Była doskonałą przyjaciółką, ale właściwie na tym się kończyło. I nie chodziło wcale o Rovenę. Oboje dobrze wiedzieli, że to tyczy się tylko i wyłącznie ich samych.

Rovena leżała w swoim łóżku. Nie była w stanie się podnieść. Czuła się jak na ostrym kacu. Vicky dała jej popalić. Jeśli wierzyć temu co opowiedział jej Diesel to zdemolowała rzadko używaną salę obrad, zniszczyła połowę instrumentów z sali muzycznej, rzucając w morderczym szale w Jace’a i Aleca, którzy próbowali ją poskromić, a także zrujnowała większą część salonu, polując na Isabelle. Doskonale.
Teraz potrzebowała spędzić kolejne parę godzin w łóżku, zagrzebana w mięciutkiej pościeli i wypić koło litra krwi, żeby szybciej zregenerować siły. Może nawet udałoby jej się zdrzemnąć. Niestety nie miała takiej szansy, gdyż zaraz w drzwiach jej pokoju pojawił się Diesel, z kubkiem zagrzanej do temperatury ciała AB Rh+.
- Ostatnia torebka – powiedział. – Wyczerpałaś zapas, nienażarta zdziro. – Przysiadł na skraju łóżka i podał jej kubek. – Pisałem do Lilly, żeby coś skombinowała. – Przyglądał się czarnowłosej jak duszkiem wypijała czerwony płyn. – Jace chce z tobą porozmawiać...
- Ale ja nie chcę – urwała chłodno wampirzyca.
Głos jej skrzypiał jak nienaoliwione zawiasy, lecz mimo to jej stanowczość wciąż napawała przestrachem i niepewnością. Lecz nie Diesela.
- Omal go nie zabiłaś – zarzucił jej. – Dobrze, że ma tą swoją małą świecącą różdżkę i mógł się uzdrowić. Rozszarpałaś mu ramię, złamałaś dwa żebra i usilnie próbowałaś przegryźć mu tętnicę. A on mimo to pierwszy wyciąga do ciebie rękę. Powinnaś to docenić.
- Odpuść, Diz – przerwała mu, odkładając pusty kubek na szafkę nocną. – Po prostu odpuść.
Uniósł ręce w geście kapitulacji. Nie potrzeba było znowu jej denerwować. Kiedy nieco się uspokoi i odzyska witalność to sama z nim porozmawia. Jednak wkrótce okazało się, że Łowca nie chciał czekać, bo po paru minutach rozległo się jego charakterystyczne pukanie do drzwi. Jak to miał też w zwyczaju, nie czekał na odpowiedź tylko wparował do pokoju wampirzycy.
- Mogę zająć ci chwilę? – spytał patrząc na czarnowłosą, lecz ta leżała dalej, z odwróconą głową.
- Nie będę wam przeszkadzać. – Diesel wstał i ruszył do wyjścia.
- Czekaj! – zawołała za nim Rovena. - Ja nie chcę z nim rozmawiać.
- Przestań zachowywać się jak egoistyczna, rozwydrzona gówniara – rzucił wampir i po prostu wyszedł.
Nocny Łowca nie odrywał od niej wzroku. Czarnowłosa westchnęła ze zrezygnowaniem i w końcu popatrzyła na niego. Czarna koszulka opinała się delikatnie na jego mięśniach. Prawe ramię miał obwiązane bandażem. To zapewne jej zasługa.
- Możesz mi chociaż wyjaśnić, o co znowu jesteś zła? – spytał.
- Proszę cię, Jace. Po prostu nie chcę z tobą teraz rozmawiać.
- Nie. Wyjaśnijmy to sobie od razu. Chodzi ci o Clary, prawda?
- Nie podnoś mi ciśnienia – rzuciła chłodno. – Jeszcze się dobrze nie uspokoiłam. Ale skoro chcesz ciągnąć to teraz to proszę. – Uniosła się i usiadła po turecku. Wypita krew dodała jej nieco sił. - Tak, chodzi między innymi o nią. Ale to że jest rozwydrzoną gówniarą to nie twoja wina. Chodzi mi raczej o to jak zmieniasz się w jej obecności. Nie jesteś już tą samą osobą, którą znałam. Interesujesz się tą małą Przyziemną bardziej niż swoimi przyjaciółmi. Miękniesz. Wiem o twojej akcji pomocnego Pana Pocieszyciela. Żałosne. A kiedy pół roku temu przez twoją głupotę Isabelle o mało nie została rozszarpana na kawałki przez stado Siekaczy, powiedziałeś, żeby przestała się mazać. Prawdziwy przyjaciel, nie ma co.
- I ty to mówisz – burknął, ze spokojem odbierając jej krytykę. – Zresztą nieważne. Po prostu Clary potrzebuje teraz wsparcia. Jej brat nie żyje, matka okazała się czarownicą, a chłopak swobodnie flirtuje sobie z tobą.
- Coście się tak wszyscy uczepili tego tematu? – jęknęła czarnowłosa ze znużeniem. – Ile razy mam wam wszystkim powtarzać, że ja z nim nie flirtuję!
- Dla ciebie to może nic, ale widać jak na niego działasz. Hipnotyzująco. Jak na wszystkich swoich chłoptasiów.
- Oj, wyczuwam nutkę zazdrości. – Uśmiechnęła się, zapominając już, że właściwie wciąż jest na niego zła. – To nie moja wina, że jestem taka piękna, atrakcyjna, mądra, utalentowana...no, mówiąc krótko, doskonała.
Jace zaśmiał się cicho. Jeszcze raz dokładnie zmierzyła go wzrokiem. Na ramieniu, tuż pod bandażem, widniał świeży tatuaż. Uleczająca runa. Przez chwilę pomyślała, że może rzeczywiście trochę przesadziła. Zresztą jak długo mają jeszcze się kłócić o głupoty? Teraz naprawdę czekają ich poważniejsze problemy, więc chyba lepiej zapomnieć o urazach i żyć dalej.
- Wybacz, że cię zaatakowałam – powiedziała, spoglądając mu w oczy. Naprawdę tego żałowała, lecz nie wiedziała na ile blondyn jej uwierzy. – Świadomie bym tego nie zrobiła. Jakkolwiek bardzo byś mnie wkurzył.
- Wiem – odparł Nocny Łowca. Rozumiał.
Wtem rozległo się ciche pukanie do drzwi i po chwili do pokoju wtargnęła Lilly. Sprężystym krokiem zbliżyła się do łóżka przyjaciółki.

- Ponoć masz się już dobrze – odrzekła na powitanie. – Zdobyłam świeży zapas. I wierz mi, nie mało wysiłku mnie to kosztowało.
----------------------------------------------
Przepraszam Was! Strasznie ostatnio daję ciała z pisaniem :( Nawet nie zawsze chodzi o wenę, bo mam kilka dobrych pomysłów, ale o czas na ich zrealizowanie. No cóż, wybaczcie mi. Od razu zapowiadam, że kolejny rozdział nie pojawi się wcześniej niż pod koniec lipca lub dopiero na początku sierpnia - przez moje wyjazdy. Jednak mam nadzieję, że chociaż co do treści Was nie zawodzę ;) Piszcie jak podoba Wam się ta część. Dziękuję za wszystkie miłe słowa i za to, że jesteście. Całusy :*:*:*